środa, 13 lutego 2013

Gra Pozorów - Prolog

Pairing: głównie Kyungmyeon, ale pojawią się też inne
Uwagi: na pewno pojawią się sceny nieodpowiednie dla młodszych czytelników. treść może być często niezrozumiała i poplątana. pierwszy rozdział pojawi się mam nadzieję, że niedługo.



Cień przemknął zwinnie, jednak światło jednej z nielicznych działających lamp na tej ulicy nie zdołało uchwycić sylwetki kryjącej się w mroku. W powietrzu unosił się smród stęchlizny i ludzkich odchodów, a w ciemnych zakątkach bocznych alejek usłyszeć można było szczury ucztujące w rozwalonych śmieciach. Okolica była pusta, nikt przy zdrowych zmysłach, poza nieuchwytną postacią, nie odważyłby się postawić nogi poza granice własnego schronienia póki słońce ponownie nie znalazłoby się na niebie. Noc należała do monster buszujących w tanich spelunach, które pod wpływem alkoholu zdolne były do wszystkiego.
Tego wieczoru było nadzwyczajnie cicho, jakby ktoś rzucił czar na te ociekające odrazą miejsce i wszyscy poszli spać jak grzeczne dzieci po dobranocce. Uliczne walki pomiędzy gangami lub zwykłymi pijakami, które odbywały się tutaj regularnie, teraz nie było po nich śladu. Całą okolicę spowił sen zimowy, kiedy tajemnicza postać sunęła w dół ulicy roztaczając wokół siebie aurę jeżącą włos na głowie. Po napięciu wiszącym w powietrzu nie można było spodziewać się niczego dobrego.
Pchnięte drzwi otworzyły się wypuszczając ze środka smugę gęstego dymu tytoniowego, która owiała mężczyznę w czarnym płaszczu sięgającym ziemi z zarzuconym na twarz kapturem. Wkroczył do pustego baru przemierzając zaśmiecony parkiet i przedzierając się przez szarą, cuchnącą zasłonę. Pojedyncze stoliki pozastawiane były brudnymi naczyniami, a gruba warstwa kurzu na drewnie gdzieniegdzie została zniszczona, kiedy goście przy nich usiedli. Okna nie przepuszczały światła księżyca ze względu na brud zdobiący szyby, sprawiając, że w środku zawsze panował półmrok, a stare, drące się zasłony nie czyniły wnętrza bardziej przytulnym. Nie należało to do najprzyjemniejszych miejsc na wspólne wypady ze znajomymi, jednak lokal był jednym z najlepiej prezentujących się w tej okolicy.
Naprzeciwko drzwi była lada, za którą znajdował się młody barman z bystrym spojrzeniem i z przyprawiającym o ciarki uśmieszkiem, który pojawił się w momencie, gdy zauważył mężczyznę. Nie pasował do tego miejsca. Na tle obdartej ściany wyglądał jakby zagubił się i utknął w tym barze nie mogąc się wydostać. Burza wystylizowanych włosów lśniła w świetle przygasłych lamp, a na wyprasowanej, białej koszuli wisiał schludnie narzucony czarny fartuch. Barman odwrócił się w stronę mężczyzny odkładając na bok trzymaną w ręku szklankę.
- Podać coś? - zapytał uprzejmie, jednak nie czekając na opowieść wyjął spod lady butelkę szkockiej whisky i wlał jej zawartość do zaskakująco czystej szklanki. Mężczyzna kiwną tylko głową i podnosząc szklankę do ust upił łyka alkoholu.- Więc wszystko musi iść zgodnie z planem skoro aż tutaj przyszedłeś.
Mężczyzna nie spojrzał na barmana, jedynie zsunął kaptur z głowy, a jego twarzy nie zasłaniał już gruby materiał tylko kurtyna przydługich włosów, która opadła mu na oczy. Dostrzec można było ostry podbródek i wykrzywione w grymasie usta, kiedy upijał kolejnego łyka. Wciąż milczał. Odstawiając na bok szklankę, wyjął zza pazuchy czarną kopertę ze złotymi słowami wypisanymi na niej – „Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”. Położył ją obok szklanki i czekał aż barman weźmie ją do rąk. Ten podnosząc ją ostrożnie, zważył w dłoni i jednym pociągnięciem palca otworzył. Ze środka wyleciało kilkanaście małych karteczek, a na każdej z nich wypisane było imię i nazwisko. Przeglądając każdą uważnie rzucał ukradkowe spojrzenia w stronę mężczyzny, którego spuszczona głowa poruszała się w pewnym nieodgadnionym rytmie.
- To wszystko? – spytał barman, a głowa mężczyzny momentalnie się podniosła, włosy odsłaniając ciemne tęczówki, w których przebłyskiwała mroczna tajemnica. Spojrzenie było hipnotyzujące.
Brak reakcji ze strony klienta był niewypowiedzianym potwierdzeniem, ale minęła chwila zanim założył ponownie kaptur na głowę i wstał, przedzierając się ponownie przez gęsty dym, kierując się w stronę wyjścia. Wychodząc wypowiedział jedyne słowa podczas tego spotkania.
- Gra dopiero się zaczęła

sobota, 2 lutego 2013

Rozdarci


Gatunek: do smutania
Pairing: Kaisoo
Raiting: PG
Uwagi: Za pomoc dziękuję mojemu kochanemu mężowi Uri oraz mojej drugiej połówce od Kaisoo. Wyszło krótsze niż się spodziewałam ale mam nadzieję, że będzie się podobać. Pisanie ficów na wpół przytomnie nie jest dobre, więc za wszelkie błędy czy niezrozumienia z góry przepraszam.

Drzwi się otworzyły wpuszczając do środka zimne powietrze, które natychmiastowo zmieszało się z gorącem wypełniającym pokój, jednak to wystarczyło by dreszcz przeszedł przez na wpół nagie ciało Kyungsoo i grymas wykrzywił jego skoncentrowaną twarz. Powierzchowne spojrzenie padło na postać, która stanęła w progu; z pozoru czyn nieprzejawiający jakiegokolwiek zainteresowania, a jednak w tych wielkich, ciemnych oczach można było dostrzec przebłysk zmartwienia i troski, który przejawiał tylko w stosunku do młodzieńca, który właśnie zmierzał w jego stronę. Kyungsoo obserwował jak brwi chłopaka ściągnięte na jego widok, powoli powracają do zwyczajnej formy, a szczupła sylwetka znalazła miejsce przy jego boku, rozkładając się wygodnie na kanapie. Światło zapalonej lampy igrało z cieniami na jego młodej, a jakże przystojnej twarzy podkreślając ostre rysy i zmęczenie wymalowane o tak późnej porze.
Milczenie panowało pomiędzy nimi, a jedyną czynnością, którą wykonał Kyungsoo w tym czasie było poprawienie koca, który ześlizgnął się z jego obnażonych ramion. Skupiając swoją uwagę na gazecie w jego rękach, czuł spojrzenie chłopaka uważnie śledzące każdy jego ruch, jak wygłodniały drapieżnik polujący na zwierzynę. Kyungsoo starał się ze wszystkich sił zignorować nękające go oczy, ukrywając jak tylko się da swoje zdezorientowanie i speszoną osobę, by nie dać tej satysfakcji młodszemu. Już widział te iskry mówiące aż za wiele w magnetycznych oczach, które kusiły każdego i nie można było się im oprzeć. Oraz te pełne usta wypowiadające słowa uderzające w niego z siłą tsunami, topiąc jego serce w powodzi uczuć.
Zaabsorbowany intensywnością spojrzenia chłopaka, nawet nie zauważył, że w kółko czyta tą samą linijkę, zupełnie nie rozumiejąc ani słowa zawartego w artykule, jako że wiedział, iż myśli młodszego krążyły w chwili obecnej wokół niego. Mimo, że w takiej sytuacji każdy na miejscu Kyungsoo byłby zadowolony, żeby nie powiedzieć szczęśliwy, to jednak nie był on usatysfakcjonowany, ponieważ młodzieniec bawił się nim znając jego odczucia względem niego, a przede wszystkim jego zajęcia.
Jaką przyjemność czerpał on z obserwowania nawet najmniejszych zmian w wyrazie twarzy Kyungsoo, kiedy widział on jego zakłopotanie oraz niezręczność krępujących go, zabierających jego swobodę ruchu. Nie słyszał on wariackiego bicia serca, które kołatało w piersi Kyungsoo, kiedy jego obecność była aż nadto odczuwalna; nie czuł żaru rozpalającego jego skórę pod dotykiem tych zimnych dłoni; nie miał pojęcia o impulsach elektrycznych przechodzących przez ciało Kyungsoo z każdym muśnięciem bądź przypadkowym otarciem. Wszystko, co młody wiedział o nim można było określić jednym słowem "nic".
Nikt nigdy nie zdołał przedrzeć się przez żelazną kurtynę, którą postawił wokół siebie Kyungsoo, by chronić siebie samego przed zranieniem, jednak nie zdołał zatrzymać bólu, cierpienia i rozczarowania, które dostawał każdego dnia od tego niepozornego ucznia.
Tak bardzo pragnął oddać mu się; odsłonić swoje serce i bezbronne obnażyć je przed nieczułym Jonginem, by ten mógł je pożreć i zrobić Kyungsoo swoją ulubioną, a zarazem jedyną zabawką. Jednak do takiej sytuacji nigdy nie dojdzie. Jongin zbytnio lubił swoją "pracę", żeby porzucić wszystko dla kogoś takiego jak Kyungsoo. To były tylko nigdy niemające się spełnić marzenia.
- Nie zapytasz, gdzie byłem?- po długim milczeniu głos przedostał się przez kłębowisko myśli tłoczących się w głowie Kyungsoo, by cierpki, lecz przepełniony seksapilem głos wrócił go z powrotem na ziemię.
Powoli, z szalonym sercem wyrywającym się z piersi, zerknął na szyderczy uśmieszek zdobiący twarz Jongina, który idealnie komponował się z zamglonymi, pijackimi oczami. W tedy też Kyungsoo dostrzegł resztki szminki pozostałej na szyi chłopaka, a jego żołądek skręcił się boleśnie, zabierając ostatnie pozostałości nadziei od niego.
- Nawet nie muszę. Widząc ciebie w tym stanie, wiem już wszystko.- Kyungsoo starał się utrzymać jak najbardziej obojętną twarz na powierzchni, powstrzymując wszelkie uczucia rozpaczy i smutku od wypłynięcia i pogrążenia go w agonii. W takich chwilach był poddany okrutnej próbie.- Nie rozumiem tylko, czemu tak się cieszysz. To nie jest coś, z czego powinieneś być dumny. Robienie za prostytutkę dla pań nie jest wymarzonym zajęciem dla chłopaka, który niebawem kończy szkołę.
Gorzki śmiech wydobył się z gardła Jongina, który drażniąc delikatne nerwy Kyungsoo swoim pełnym wzgardzenia zabarwieniem, przeszedł w postaci dreszczy w dół ciała mężczyzny. Młodzieniec starał się nie okazywać tego, jednak było wiadome, że wrzało w nim; że wściekłość rosła z każdą sekundą. Alkohol zmieszany z krwią krążył w jego młodym ciele. Kiedy ten wstał, śmiech nie zniknął z jego ust i spojrzał na Kyungsoo pełen obrzydzenia i niedowierzania; zwężone źrenice wycelowane w wielkie, brązowe punkty, które miały być oczami Kyungsoo. Jongin zmniejszając odległość pomiędzy nimi zbliżał się do zdezorientowanego mężczyzny, kiedy jedna noga znalazła miejsce z jednej strony Kyungsoo, z kolei druga przerzucona na drugą stronę oparła się o starą kanapę, odcinając drogę ucieczki i unieruchamiając starszego w miejscu.
Napięcie pomiędzy nimi wzrastało zabierając dech w piersiach, sprawiając, że wszelkie logiczne myślenie runęło jak mór Berlinkski, pozwalając natłokowi emocji kotłować się w głowie Kyungsoo. Jego skóra paliła się pod gorącem oddechu Jongina, który owiewał jego szyję dusząc go, jednakże nie mógł dłużej panować nad sobą. Czuł tysiące żarzących się węgli, którymi okładał jego sparaliżowane ciało, jak wypalają dziury w aksamitnym obiciu jego wnętrza, które pozostawione bez ochrony rozdzierało się jak zwykła szmata. Gruby materiał koca, którym był owity jeszcze bardziej potęgował gorąco, jakie miały w sobie dłonie Jongina sprawiając mu ogromny ból. Ułożone na jego udach podtrzymywały nachyloną sylwetkę chłopaka.
- Dotrzymując towarzystwa samotnym kobietom zarabiam więcej niż ty zarabiasz w tym cholernym antykwariacie.- słowa jak trucizna wydobywały się z ust Jongina wbijając bolesne kolce w zranione już serce Kyungsoo, który usychał w toksycznych ramionach młodzieńca.- Po co mi szkoła? By zawierzyć swoim marzeniom i tak jak ty tkwić w tym burdelu, który nazywasz domem? Nie stanę się niespełnionym piosenkarzem, któremu brak jaj.
Jongin błysnął swoim sygnaturowym uśmieszkiem i złożył delikatny pocałunek na pulchnych ustach Kyungsoo, który zamarł. Nie był w stanie się poruszyć nawet, kiedy Jongin uwolnił go i z lodowatym dobranoc na ustach zniknął za drzwiami sypialni, którą razem dzielili. W jednej chwili Kyungsoo poderwał się z kanapy i szybko pobiegł do łazienki przekręcając za sobą zamek w drzwiach.
Nachylony nad umywalką drżącymi dłońmi próbował zmyć z siebie uczucie i posmak Jongina, które wżerały się powoli w jego wargi. Brakowało mu słodyczy, która powinna za każdym razem sprawiać, że Kyungsoo pragnął zostać dłużej w tym stanie odurzenia. Zamiast tego czuł odrazę i opróżniał zawartość żołądka w toalecie na myśl o dłoniach dotykających go, które wcześniej miały kontakt z inną skórą. Czuł się napiętnowany miłością do Jongina, który nie rozumiał jego uczuć.
Nie ważne jak długo by tarł, czy szorował; ile razy umyłby zęby – wiedział, że te usta nie były tylko jego i to wprowadzało go w obłęd. Panicznie bał się spojrzeć Jonginowi w oczy i powiedzieć by go nie dotykał. Nie chciał czuć na sobie jego pocałunków, które uprzednio gościły na ciele kobiet; tak wielu kobiet, które nie miały pojęcia, kim Jongin był, ile miał lat. Jednakże, pragnienie bycia z Jonginem było tak wielkie, że ulegał mu każdej nocy i zasypiał wraz ze słowami miłości i wypowiadanymi obietnicami wiedząc, że jutro nie będzie różniło się od dnia poprzedniego. Byli zamknięci w przerwanym zwanym cyklu miłością.
Jeden, długi, gorzki szloch wydostał się z płuc Kyungsoo, kiedy ten osunął się powoli po ścianie i siedział zwinięty w kulkę na zimnej posadce. Palce desperacko wplecione we włosy zacisnęły się mocno i ciągnęły, a łzy jedna po drugiej spływały po policzku odznaczając się ciemnymi plamami na materiale spodni. Woda kapała z kranu odliczając sekundy słabości, której doświadczał jedynie w samotności.
Słowa Jongina wciąż odbijały się echem otwierając stare rany, które nie do końca się zagoiły i teraz obmywane przez słone łzy paliły. Wspomnienia, o których chciał zapomnieć powróciły razem ze świadomością swojej porażki, której tak łatwo mógł zapobiec. Wystarczyłaby odrobina odwagi, jeden krok do przodu, a obecna teraźniejszość znikła by tak szybko jak pęknięta bańka, a wyobrażenia o dzisiaj jakby z innego świata ziściły się i były prawdziwe, a nie zwykłymi urojeniami. Ale w tamtej chwili zaprzepaścił wszystko i teraz tkwił w tym bagnie, z którego nie było ucieczki, a z każdym ruchem zagłębiał się bardziej i bardziej.
Był uwięziony w silnych ramionach Jongina wiedząc, że nie miał szansy się z nich wydostać. Za bardzo wciągnął się w tą zabawę z miłością, w której to nie on rozdawał karty, ale jako jedyny prawdziwie kochał. Nie potrafił wyjść z tej gry. Za każdym razem wyrzucał taką liczbę oczek, że cofał się jeszcze dalej i oddalał od mety - szczęśliwego życia, a na starcie czekała na niego miłość porośnięta bluszczem. Ścieżka, po której kroczył pokryta była gruzami i pyłem. Gdzie znajdowała się zieleń?



Pokój wypełniało światło księżyca wlatujące do środka przez odsłonięte okno. Srebrzyste promienie wskazywały na sylwetkę owiniętą kocami pogrążoną w błogim śnie, pozbawioną trosk i zmartwień, myślącą tylko o sobie. Patrząc na niego można było dostrzec wciąż młodą twarz niedoświadczoną przez życie. To były momenty, kiedy Kyungsoo wiedział, że nie może go opuścić pozostawiając bez opieki. Nie tyle pozostawić bez opieki, a sprawić mu ból, którego sam nie chce czuć. Jednak wciąż nie rozumiał, czemu Jongin postępował w ten sposób, rujnując sobie życie, robiąc rzeczy, których będzie w przyszłości żałował.
Powoli wsuwając się pod koce by nie obudzić młodszego, Kyungsoo ułożył się na brzegu łóżka chcąc zachować jak największą odległość między nimi. Świeży i nieskazitelny po wziętym prysznicu starał się mieć jak najczystszy umysł by zasnąć i obudzić się rano sam, spakować się i wyjechać na kilka dni. Chciał zobaczyć, czy Jongin będzie za nim tęsknił, czy skontaktuje się z nim. Miał nikłe nadzieje na jakąkolwiek reakcje z jego strony. Nie opuszczał go. Jechał na wakacje, ponieważ potrzebował odpoczynku i wiedział, że jak wróci, to nic się nie zmieni, ponieważ ich poharatanego związku nie da się skleić i zawsze będzie to to samo bagno, w którym tkwi.
Już zamknął oczy i odpływał w krainę marzeń, kiedy ramię otoczyło go w tali i przesunęło w głąb łóżka. Czuł ciało przylegające do jego pleców i oddech krążący po jego szyi. Tysiące motyli próbowało wydostać się z brzucha Kyungsoo, kiedy uścisk zacieśnił się i miękkie usta pieściły teraz jego skórę. Łzy ponownie spływały po całej twarzy na dźwięk stłumionych słów, które wryły się głęboko w serce Kyungsoo.
- Nie opuszczaj mnie. Przepraszam