Pairing: głównie Kyungmyeon, ale pojawią się też inne
Uwagi: na pewno pojawią się sceny nieodpowiednie dla młodszych czytelników. treść może być często niezrozumiała i poplątana. pierwszy rozdział pojawi się mam nadzieję, że niedługo.
Cień przemknął zwinnie, jednak światło jednej z nielicznych działających lamp na tej ulicy nie zdołało uchwycić sylwetki kryjącej się w mroku. W powietrzu unosił się smród stęchlizny i ludzkich odchodów, a w ciemnych zakątkach bocznych alejek usłyszeć można było szczury ucztujące w rozwalonych śmieciach. Okolica była pusta, nikt przy zdrowych zmysłach, poza nieuchwytną postacią, nie odważyłby się postawić nogi poza granice własnego schronienia póki słońce ponownie nie znalazłoby się na niebie. Noc należała do monster buszujących w tanich spelunach, które pod wpływem alkoholu zdolne były do wszystkiego.
Tego wieczoru było nadzwyczajnie cicho, jakby ktoś rzucił czar na te ociekające odrazą miejsce i wszyscy poszli spać jak grzeczne dzieci po dobranocce. Uliczne walki pomiędzy gangami lub zwykłymi pijakami, które odbywały się tutaj regularnie, teraz nie było po nich śladu. Całą okolicę spowił sen zimowy, kiedy tajemnicza postać sunęła w dół ulicy roztaczając wokół siebie aurę jeżącą włos na głowie. Po napięciu wiszącym w powietrzu nie można było spodziewać się niczego dobrego.
Pchnięte drzwi otworzyły się wypuszczając ze środka smugę gęstego dymu tytoniowego, która owiała mężczyznę w czarnym płaszczu sięgającym ziemi z zarzuconym na twarz kapturem. Wkroczył do pustego baru przemierzając zaśmiecony parkiet i przedzierając się przez szarą, cuchnącą zasłonę. Pojedyncze stoliki pozastawiane były brudnymi naczyniami, a gruba warstwa kurzu na drewnie gdzieniegdzie została zniszczona, kiedy goście przy nich usiedli. Okna nie przepuszczały światła księżyca ze względu na brud zdobiący szyby, sprawiając, że w środku zawsze panował półmrok, a stare, drące się zasłony nie czyniły wnętrza bardziej przytulnym. Nie należało to do najprzyjemniejszych miejsc na wspólne wypady ze znajomymi, jednak lokal był jednym z najlepiej prezentujących się w tej okolicy.
Naprzeciwko drzwi była lada, za którą znajdował się młody barman z bystrym spojrzeniem i z przyprawiającym o ciarki uśmieszkiem, który pojawił się w momencie, gdy zauważył mężczyznę. Nie pasował do tego miejsca. Na tle obdartej ściany wyglądał jakby zagubił się i utknął w tym barze nie mogąc się wydostać. Burza wystylizowanych włosów lśniła w świetle przygasłych lamp, a na wyprasowanej, białej koszuli wisiał schludnie narzucony czarny fartuch. Barman odwrócił się w stronę mężczyzny odkładając na bok trzymaną w ręku szklankę.
- Podać coś? - zapytał uprzejmie, jednak nie czekając na opowieść wyjął spod lady butelkę szkockiej whisky i wlał jej zawartość do zaskakująco czystej szklanki. Mężczyzna kiwną tylko głową i podnosząc szklankę do ust upił łyka alkoholu.- Więc wszystko musi iść zgodnie z planem skoro aż tutaj przyszedłeś.
Mężczyzna nie spojrzał na barmana, jedynie zsunął kaptur z głowy, a jego twarzy nie zasłaniał już gruby materiał tylko kurtyna przydługich włosów, która opadła mu na oczy. Dostrzec można było ostry podbródek i wykrzywione w grymasie usta, kiedy upijał kolejnego łyka. Wciąż milczał. Odstawiając na bok szklankę, wyjął zza pazuchy czarną kopertę ze złotymi słowami wypisanymi na niej – „Z prochu powstałeś, w proch się obrócisz”. Położył ją obok szklanki i czekał aż barman weźmie ją do rąk. Ten podnosząc ją ostrożnie, zważył w dłoni i jednym pociągnięciem palca otworzył. Ze środka wyleciało kilkanaście małych karteczek, a na każdej z nich wypisane było imię i nazwisko. Przeglądając każdą uważnie rzucał ukradkowe spojrzenia w stronę mężczyzny, którego spuszczona głowa poruszała się w pewnym nieodgadnionym rytmie.
- To wszystko? – spytał barman, a głowa mężczyzny momentalnie się podniosła, włosy odsłaniając ciemne tęczówki, w których przebłyskiwała mroczna tajemnica. Spojrzenie było hipnotyzujące.
Brak reakcji ze strony klienta był niewypowiedzianym potwierdzeniem, ale minęła chwila zanim założył ponownie kaptur na głowę i wstał, przedzierając się ponownie przez gęsty dym, kierując się w stronę wyjścia. Wychodząc wypowiedział jedyne słowa podczas tego spotkania.
- Gra dopiero się zaczęła
środa, 13 lutego 2013
sobota, 2 lutego 2013
Rozdarci
Gatunek: do smutania
Pairing: Kaisoo
Raiting: PG
Uwagi: Za pomoc dziękuję mojemu kochanemu mężowi Uri oraz mojej drugiej połówce od Kaisoo. Wyszło krótsze niż się spodziewałam ale mam nadzieję, że będzie się podobać. Pisanie ficów na wpół przytomnie nie jest dobre, więc za wszelkie błędy czy niezrozumienia z góry przepraszam.
Pairing: Kaisoo
Raiting: PG
Uwagi: Za pomoc dziękuję mojemu kochanemu mężowi Uri oraz mojej drugiej połówce od Kaisoo. Wyszło krótsze niż się spodziewałam ale mam nadzieję, że będzie się podobać. Pisanie ficów na wpół przytomnie nie jest dobre, więc za wszelkie błędy czy niezrozumienia z góry przepraszam.
Drzwi się otworzyły wpuszczając do środka zimne
powietrze, które natychmiastowo zmieszało się z gorącem wypełniającym pokój,
jednak to wystarczyło by dreszcz przeszedł przez na wpół nagie ciało Kyungsoo i
grymas wykrzywił jego skoncentrowaną twarz. Powierzchowne spojrzenie padło na
postać, która stanęła w progu; z pozoru czyn nieprzejawiający jakiegokolwiek
zainteresowania, a jednak w tych wielkich, ciemnych oczach można było dostrzec
przebłysk zmartwienia i troski, który przejawiał tylko w stosunku do
młodzieńca, który właśnie zmierzał w jego stronę. Kyungsoo obserwował jak brwi
chłopaka ściągnięte na jego widok, powoli powracają do zwyczajnej formy, a
szczupła sylwetka znalazła miejsce przy jego boku, rozkładając się wygodnie na
kanapie. Światło zapalonej lampy igrało z cieniami na jego młodej, a jakże
przystojnej twarzy podkreślając ostre rysy i zmęczenie wymalowane o tak późnej
porze.
Milczenie panowało pomiędzy nimi, a jedyną czynnością,
którą wykonał Kyungsoo w tym czasie było poprawienie koca, który ześlizgnął się
z jego obnażonych ramion. Skupiając swoją uwagę na gazecie w jego rękach, czuł
spojrzenie chłopaka uważnie śledzące każdy jego ruch, jak wygłodniały
drapieżnik polujący na zwierzynę. Kyungsoo starał się ze wszystkich sił
zignorować nękające go oczy, ukrywając jak tylko się da swoje zdezorientowanie
i speszoną osobę, by nie dać tej satysfakcji młodszemu. Już widział te iskry
mówiące aż za wiele w magnetycznych oczach, które kusiły każdego i nie można
było się im oprzeć. Oraz te pełne usta wypowiadające słowa uderzające w niego z
siłą tsunami, topiąc jego serce w powodzi uczuć.
Zaabsorbowany intensywnością spojrzenia chłopaka, nawet
nie zauważył, że w kółko czyta tą samą linijkę, zupełnie nie rozumiejąc ani
słowa zawartego w artykule, jako że wiedział, iż myśli młodszego krążyły w
chwili obecnej wokół niego. Mimo, że w takiej sytuacji każdy na miejscu
Kyungsoo byłby zadowolony, żeby nie powiedzieć szczęśliwy, to jednak nie był on
usatysfakcjonowany, ponieważ młodzieniec bawił się nim znając jego odczucia
względem niego, a przede wszystkim jego zajęcia.
Jaką przyjemność czerpał on z obserwowania nawet
najmniejszych zmian w wyrazie twarzy Kyungsoo, kiedy widział on jego
zakłopotanie oraz niezręczność krępujących go, zabierających jego swobodę
ruchu. Nie słyszał on wariackiego bicia serca, które kołatało w piersi
Kyungsoo, kiedy jego obecność była aż nadto odczuwalna; nie czuł żaru
rozpalającego jego skórę pod dotykiem tych zimnych dłoni; nie miał pojęcia o
impulsach elektrycznych przechodzących przez ciało Kyungsoo z każdym muśnięciem
bądź przypadkowym otarciem. Wszystko, co młody wiedział o nim można było
określić jednym słowem "nic".
Nikt nigdy nie zdołał przedrzeć się przez żelazną
kurtynę, którą postawił wokół siebie Kyungsoo, by chronić siebie samego przed
zranieniem, jednak nie zdołał zatrzymać bólu, cierpienia i rozczarowania, które
dostawał każdego dnia od tego niepozornego ucznia.
Tak bardzo pragnął oddać mu się; odsłonić swoje serce i
bezbronne obnażyć je przed nieczułym Jonginem, by ten mógł je pożreć i zrobić
Kyungsoo swoją ulubioną, a zarazem jedyną zabawką. Jednak do takiej sytuacji
nigdy nie dojdzie. Jongin zbytnio lubił swoją "pracę", żeby porzucić
wszystko dla kogoś takiego jak Kyungsoo. To były tylko nigdy niemające się
spełnić marzenia.
- Nie zapytasz, gdzie byłem?- po długim milczeniu głos
przedostał się przez kłębowisko myśli tłoczących się w głowie Kyungsoo, by
cierpki, lecz przepełniony seksapilem głos wrócił go z powrotem na ziemię.
Powoli, z szalonym sercem wyrywającym się z piersi,
zerknął na szyderczy uśmieszek zdobiący twarz Jongina, który idealnie
komponował się z zamglonymi, pijackimi oczami. W tedy też Kyungsoo dostrzegł
resztki szminki pozostałej na szyi chłopaka, a jego żołądek skręcił się
boleśnie, zabierając ostatnie pozostałości nadziei od niego.
- Nawet nie muszę. Widząc ciebie w tym stanie, wiem już
wszystko.- Kyungsoo starał się utrzymać jak najbardziej obojętną twarz na
powierzchni, powstrzymując wszelkie uczucia rozpaczy i smutku od wypłynięcia i
pogrążenia go w agonii. W takich chwilach był poddany okrutnej próbie.- Nie
rozumiem tylko, czemu tak się cieszysz. To nie jest coś, z czego powinieneś być
dumny. Robienie za prostytutkę dla pań nie jest wymarzonym zajęciem dla
chłopaka, który niebawem kończy szkołę.
Gorzki śmiech
wydobył się z gardła Jongina, który drażniąc delikatne nerwy Kyungsoo swoim
pełnym wzgardzenia zabarwieniem, przeszedł w postaci dreszczy w dół ciała
mężczyzny. Młodzieniec starał się nie okazywać tego, jednak było wiadome, że
wrzało w nim; że wściekłość rosła z każdą sekundą. Alkohol zmieszany z krwią
krążył w jego młodym ciele. Kiedy ten wstał, śmiech nie zniknął z jego ust i spojrzał
na Kyungsoo pełen obrzydzenia i niedowierzania; zwężone źrenice wycelowane w
wielkie, brązowe punkty, które miały być oczami Kyungsoo. Jongin zmniejszając odległość
pomiędzy nimi zbliżał się do zdezorientowanego mężczyzny, kiedy jedna noga
znalazła miejsce z jednej strony Kyungsoo, z kolei druga przerzucona na drugą stronę
oparła się o starą kanapę, odcinając drogę ucieczki i unieruchamiając starszego
w miejscu.
Napięcie pomiędzy
nimi wzrastało zabierając dech w piersiach, sprawiając, że wszelkie logiczne
myślenie runęło jak mór Berlinkski, pozwalając natłokowi emocji kotłować się w
głowie Kyungsoo. Jego skóra paliła się pod gorącem oddechu Jongina, który
owiewał jego szyję dusząc go, jednakże nie mógł dłużej panować nad sobą. Czuł
tysiące żarzących się węgli, którymi okładał jego sparaliżowane ciało, jak
wypalają dziury w aksamitnym obiciu jego wnętrza, które pozostawione bez ochrony
rozdzierało się jak zwykła szmata. Gruby materiał koca, którym był owity
jeszcze bardziej potęgował gorąco, jakie miały w sobie dłonie Jongina
sprawiając mu ogromny ból. Ułożone na jego udach podtrzymywały nachyloną
sylwetkę chłopaka.
- Dotrzymując
towarzystwa samotnym kobietom zarabiam więcej niż ty zarabiasz w tym cholernym
antykwariacie.- słowa jak trucizna wydobywały się z ust Jongina wbijając
bolesne kolce w zranione już serce Kyungsoo, który usychał w toksycznych
ramionach młodzieńca.- Po co mi szkoła? By zawierzyć swoim marzeniom i tak jak
ty tkwić w tym burdelu, który nazywasz domem? Nie stanę się niespełnionym
piosenkarzem, któremu brak jaj.
Jongin błysnął
swoim sygnaturowym uśmieszkiem i złożył delikatny pocałunek na pulchnych ustach
Kyungsoo, który zamarł. Nie był w stanie się poruszyć nawet, kiedy Jongin
uwolnił go i z lodowatym dobranoc na ustach zniknął za drzwiami sypialni, którą
razem dzielili. W jednej chwili Kyungsoo poderwał się z kanapy i szybko pobiegł
do łazienki przekręcając za sobą zamek w drzwiach.
Nachylony nad
umywalką drżącymi dłońmi próbował zmyć z siebie uczucie i posmak Jongina, które
wżerały się powoli w jego wargi. Brakowało mu słodyczy, która powinna za każdym
razem sprawiać, że Kyungsoo pragnął zostać dłużej w tym stanie odurzenia.
Zamiast tego czuł odrazę i opróżniał zawartość żołądka w toalecie na myśl o
dłoniach dotykających go, które wcześniej miały kontakt z inną skórą. Czuł się
napiętnowany miłością do Jongina, który nie rozumiał jego uczuć.
Nie ważne jak
długo by tarł, czy szorował; ile razy umyłby zęby – wiedział, że te usta nie
były tylko jego i to wprowadzało go w obłęd. Panicznie bał się spojrzeć
Jonginowi w oczy i powiedzieć by go nie dotykał. Nie chciał czuć na sobie jego
pocałunków, które uprzednio gościły na ciele kobiet; tak wielu kobiet, które
nie miały pojęcia, kim Jongin był, ile miał lat. Jednakże, pragnienie bycia z
Jonginem było tak wielkie, że ulegał mu każdej nocy i zasypiał wraz ze słowami
miłości i wypowiadanymi obietnicami wiedząc, że jutro nie będzie różniło się od
dnia poprzedniego. Byli zamknięci w przerwanym zwanym cyklu miłością.
Jeden, długi,
gorzki szloch wydostał się z płuc Kyungsoo, kiedy ten osunął się powoli po
ścianie i siedział zwinięty w kulkę na zimnej posadce. Palce desperacko
wplecione we włosy zacisnęły się mocno i ciągnęły, a łzy jedna po drugiej
spływały po policzku odznaczając się ciemnymi plamami na materiale spodni. Woda
kapała z kranu odliczając sekundy słabości, której doświadczał jedynie w
samotności.
Słowa Jongina
wciąż odbijały się echem otwierając stare rany, które nie do końca się zagoiły
i teraz obmywane przez słone łzy paliły. Wspomnienia, o których chciał
zapomnieć powróciły razem ze świadomością swojej porażki, której tak łatwo mógł
zapobiec. Wystarczyłaby odrobina odwagi, jeden krok do przodu, a obecna
teraźniejszość znikła by tak szybko jak pęknięta bańka, a wyobrażenia o dzisiaj
jakby z innego świata ziściły się i były prawdziwe, a nie zwykłymi urojeniami.
Ale w tamtej chwili zaprzepaścił wszystko i teraz tkwił w tym bagnie, z którego
nie było ucieczki, a z każdym ruchem zagłębiał się bardziej i bardziej.
Był uwięziony w
silnych ramionach Jongina wiedząc, że nie miał szansy się z nich wydostać. Za
bardzo wciągnął się w tą zabawę z miłością, w której to nie on rozdawał karty,
ale jako jedyny prawdziwie kochał. Nie potrafił wyjść z tej gry. Za każdym
razem wyrzucał taką liczbę oczek, że cofał się jeszcze dalej i oddalał od mety
- szczęśliwego życia, a na starcie czekała na niego miłość porośnięta
bluszczem. Ścieżka, po której kroczył pokryta była gruzami i pyłem. Gdzie
znajdowała się zieleń?
Pokój wypełniało
światło księżyca wlatujące do środka przez odsłonięte okno. Srebrzyste
promienie wskazywały na sylwetkę owiniętą kocami pogrążoną w błogim śnie,
pozbawioną trosk i zmartwień, myślącą tylko o sobie. Patrząc na niego można
było dostrzec wciąż młodą twarz niedoświadczoną przez życie. To były momenty,
kiedy Kyungsoo wiedział, że nie może go opuścić pozostawiając bez opieki. Nie
tyle pozostawić bez opieki, a sprawić mu ból, którego sam nie chce czuć. Jednak
wciąż nie rozumiał, czemu Jongin postępował w ten sposób, rujnując sobie życie,
robiąc rzeczy, których będzie w przyszłości żałował.
Powoli wsuwając
się pod koce by nie obudzić młodszego, Kyungsoo ułożył się na brzegu łóżka
chcąc zachować jak największą odległość między nimi. Świeży i nieskazitelny po
wziętym prysznicu starał się mieć jak najczystszy umysł by zasnąć i obudzić się
rano sam, spakować się i wyjechać na kilka dni. Chciał zobaczyć, czy Jongin
będzie za nim tęsknił, czy skontaktuje się z nim. Miał nikłe nadzieje na
jakąkolwiek reakcje z jego strony. Nie opuszczał go. Jechał na wakacje,
ponieważ potrzebował odpoczynku i wiedział, że jak wróci, to nic się nie
zmieni, ponieważ ich poharatanego związku nie da się skleić i zawsze będzie to
to samo bagno, w którym tkwi.
Już zamknął oczy
i odpływał w krainę marzeń, kiedy ramię otoczyło go w tali i przesunęło w głąb
łóżka. Czuł ciało przylegające do jego pleców i oddech krążący po jego szyi.
Tysiące motyli próbowało wydostać się z brzucha Kyungsoo, kiedy uścisk
zacieśnił się i miękkie usta pieściły teraz jego skórę. Łzy ponownie spływały
po całej twarzy na dźwięk stłumionych słów, które wryły się głęboko w serce
Kyungsoo.
- Nie opuszczaj
mnie. Przepraszam
Subskrybuj:
Posty (Atom)