poniedziałek, 18 marca 2013

Gra Pozorów - I "Kości Zostały Rzucone"


Mijał kolejny nudny weekend spędzony na kanapie przed telewizorem. Z całego pakietu kanałów, żaden nie oferował godnego uwagi programu, który sprawiłby, że Joonmyeon przestałby przysypiać, co pięć minut. Nie pamiętał, kiedy ostatnio zrobił coś pożytecznego dla siebie bądź innych leniąc się całymi dniami. Nawet praca przestała go satysfakcjonować, jednak to był jedyny powód, dla którego w ogóle wychodził z domu.
Kuchnia była w stanie nietkniętym od prawie miesiąca i nie wyglądało na to, żeby cokolwiek miało się zmienić w najbliższym czasie, a opakowania po jedzeniu na wynos budowały spory stos przy drzwiach. Zdawało się, że Joonmyeon zapomniał o aurze przytulnego domu, gdzie jedzenie przygotowane własnoręcznie lepiej smakowało niż to z plastikowych pojemników, a porządek w mieszkaniu sprawiał, że aż miło było przebywać w nim.
Kiedy się tak zatracił?
Zastanawiał się, czemu on, Kim Joonmyeon, człowiek, który osiągnął tak wiele w życiu teraz wygląda jak wrak człowieka bez nowych celów do osiągnięcia, czy zwykłej determinacji by wyleźć rano z łóżka i ubrać się schludnie tak jak dawniej. Zawsze przyciągał uwagę kobiet, kiedy kroczył w swym ulubionym garniturze do pracy bądź, gdy zakładał zwykłe jeansy i sweterek w serek, ponieważ na jego twarzy gościł ten promienny i pełen życzliwości uśmiech. Bez dwóch zdań miał pieniądze, urodę, sportowy samochód jednak stracił gdzieś po drodze szczęście i to pozwoliło mu się stoczyć na dół. Nawet nie uśmiechał się jak kiedyś, a twarz zawsze przybierała pozbawioną emocji maskę.
Klucz do jego upadku na pewno znajdował się gdzieś i może jakby go znalazł, mógłby spróbować powrócić na dawną drogę, jako spełniony człowiek.
W przerwie na reklamy znalazł chwilę by się podnieść z kanapy i podreptać po raz pierwszy od dłuższego czasu do kuchni. Pomieszczenie było przestronne i jasne, ponieważ światło wpadało do środka przez trzy duże okna rozciągnięte na ścianie prostopadłej do tej z wejściem i rozświetlało jeszcze bardziej biel ścian i mebli. Ciemno brązowe kafelki tworzyły prosty pattern wraz z mniejszymi, kremowymi układając się na wzór szachownicy. Po środku kuchni stał blat kuchenny, który pełnił też rolę barku, chowając w swoim wnętrzu niezliczoną ilość butelek z najwykwintniejszymi alkoholami świata, którym przeznaczone było pozostanie w zamknięciu przez długi czas, bądź na zawsze. Joonmyeon nie kwapił się do ich wypicia, woląc zaspokajać się zwykłą wodą bądź mlekiem. Butelki stały tam by pełnić rolę ozdoby i chluby mieszkania, kiedy przychodzili goście, nawet, jeśli jakaś została otworzona, to Joonmyeon był jedynym, który nie rozkoszował się trunkiem.
Szukając po szafkach zakrywających jedną ze ścian próbował znaleźć kapsułki do ekspresu mając na celu zaparzyć sobie kawę, jednak za każdymi drzwiczkami nic nie było lub znajdowały się tam przeterminowane produkty spożywcze. Joonmyeon bał się pomyśleć ile czasu one tam leżały, zamykając szybko następne szafki i wzdychając ze zrezygnowaniem. Kolejną próbą było znalezienie zwykłej kawy sypanej, co również okazało się niepowodzeniem, więc w końcu się poddał i usiadł na kafelkach wpatrując się w obrazy zdobiące biały kawałek ściany.
Nigdy się im dokładnie nie przyjrzał. Zawsze był zbyt zapracowany bądź leniwy by poświęcić im chwilę czasu i zastanowić się, co on w nich widział.
Patrząc na fuzje kolorów, która eksplodowała w oczach i rozlewała po płótnie miał wrażenie, że odrywa się od ziemi i przesuwa się pomiędzy smugami farby. Tańczyły one wokół niego i oplatały tęczowymi wstążkami porywając nagle w objęcia uczucia, które do złudzenia przypominało szczęście. Obrazy nie przedstawiały niczego konkretnego, a zakupione były u ulicznego malarza, który zarabiał na swoje utrzymanie. Możliwe, że właśnie ta prostota dzieła sprawiała, że Joonmyeon poczuł jak jego serce rośnie i powoli wypełnia się uczuciami, za czym tęsknił już od dawna.
Po dłuższym czasie patrzenia na obrazy, Joonmyeon w końcu oderwał oczy od nich i utkwił w drzwiach wyjściowych jakby na coś czekał. W ciągu kolejnych kilku sekund rozległo się donośnie pukanie i szmery dobiegające zza zamkniętych drzwi. Ciało Joonmyeona poruszało się automatycznie, bez jego woli i pokonując odległość kilkunastu, dość sporych kroków znalazł się zaraz przy wizjerze spoglądając na zniekształconą sylwetkę kuriera. Zazgrzytały otwierane zamki i donośne „mam dla pana list“ doszło do uszu mężczyzny. Błysk pary czekoladowych oczu przebił się przez cień rzucany przez nasuniętą na czoło  czapkę i równie szybko zniknął, co się pojawił, kiedy kurier podsunął podkładkę pod nos Joonmyeona i wcisnął mu w dłoń długopis, by ten złożył podpis. Nie trwało to dłużej niż minutę zanim sygnatura widniała w polu przeznaczonym na nią, a wtedy niby-uśmiech wpłyną na twarz kuriera, gdy kąciki ust lekko uniosły się w momencie, kiedy obrócił się na pięcie i zniknął we wnętrzu windy.
W dłoni Joonmyeona znajdowała się biała koperta.

---

Gęsta mgła spowiła miasto i unosiła się nisko nad opustoszałymi ulicami, kiedy drobne krople deszczu spadały z ociężałych chmur zasłaniających rozgwieżdżone niebo. Mieszkańcy miasta byli pogrążeni we śnie. Jedynie pojedyncze, nocne zwierzęta były nadal czujne poszukując jedzenia, a ciche pochuchiwanie sowy dochodziło z pobliskiego parku. Lampy uliczne były jedynym źródłem światła, a wystarczyłby tylko jeden ruch żeby i one zgasły i cała metropolia pogrążyła się w ciemnościach aż do świtu.
Wspaniały widok na całą scenerie  rozciągał się z najwyższego punktu w okolicy. Siedząc na dachu wieżowca można było dostrzec nawet najdalsze zakątki miasta, gdzie życie nie było życiem. Zimne podmuchy wiatru owiewały sylwetkę siedzącą na krawędzi z nogami przerzuconymi nad przepaścią i zawieszonymi w powietrzu. Ledwo zauważalny uśmiech wpłynął na jego usta słysząc odgłos kroków uderzających o mokry beton i od razu rozpoznał ten charakterystyczny rytm.
Wydawało mu się, że zjawił się niezauważony i mógł od tak po prostu zajść go od tyłu. Może zdawało mu się, że będzie go w stanie przestraszyć. Kroki stały się niepewne. Zanim barman zdołał dojść do niego padło pytanie:
- Przekazałeś?
Mężczyzna stanął przy nim odcinając od niego krople deszczu parasolką.
- Tak. - poprawił czapkę znajdującą się na jego głowie i spojrzał na zmokniętą postać. - Nie powinieneś tutaj siedzieć. Zachorujesz.
Sylwetka lekko się zatrząsnęła, kiedy śmiech wydostał się z gardła mężczyzny. Dźwięk nie przypominał zimnych wydźwięków często towarzyszących tej czynności, ale tym razem opływał w delikatność i prawdziwe rozbawienie sprawiając, że kiedy spojrzał na barmana, ten poczuł ciepło kumulujące się  w jego klatce piersiowej.
- Nie jest mi zimno. Zresztą, czy to nie jest w twojej mocy by mnie ogrzać? - szeroki uśmiech ozdobił twarz mężczyzny wraz z iskrzącymi się oczami. Wyglądało jakby mężczyzna zapomniał o swojej masce i pokazał inną stronę medalu, jednak niemal niezauważalne drgnięcie mięśnia i to szybko znikło, zastąpione przez nieprzenikalną aurę zbyt często goszczącą na jego twarzy.  - Jutro. Musimy czekać do jutra.
Zapadła długa cisza towarzysząca im miarowym oddechom, podczas której oboje pozostali w miejscach jak posągi. Nieświadomie ręka barmana powędrowała w stronę mężczyzny i przygładziła jego zmoknięte włosy, delikatnie poruszając palcami jakby ten miał zaraz się rozsypać. Jutro, mężczyzna wyszeptał i zamknął oczy wdychając świeże, nocne powietrze.

---

Biel otaczała go zewsząd. Białe ściany, biała podłoga pokryta białym dywanem, białe drzwi. Jedynie czarnobiałe obrazy kontrastowały z nieskazitelną czystością korytarza. Nawet pracownicy szpitala zakładali białe uniformy. Ten, który prowadził teraz Joonmyeona miał na sobie spodnie, koszulę i kardigan, które stapiały się z otoczeniem, a złote litery na jego plakietce poinformowały Joonmyeona wcześniej o imieniu chłopaka, niż ten się przedstawił.
Musi być nowy, pomyślał Joonmyeon. Nigdy go tutaj nie widział, a reszta twarzy szpitalnego personelu była mu dobrze znana. On też był znany pracownikom. Kłaniali mu się w pas pomimo tak wielkiej luki czasowej w jego wizytach. Kiedy ostatnio tutaj był? Minęło już chyba pół roku. Sześć miesięcy odkąd go widział. Czuł się okropnie z tego powodu, ponieważ w ten sposób zaniedbywał swoje obowiązki. Staczając się zabierał ze sobą szereg ludzi, którzy na nim polegali, a wraz z nimi tą najważniejszą osobę.
Ale czy był nadal sens przychodzenia tutaj wiedząc, że to i tak niczego nie zmieni? Wiedział od samego początku, że zostanie odrzucony, a wiara w cuda dawno się ulotniła. Jednak odpowiadał za niego.

Stanęli przy szklanych drzwiach, przez które było widać przestronny pokój ze skromnym umeblowaniem, również białym. Była to świetlica.
- Jest w środku. - powiedział mężczyzna wskazując głową na drzwi świetlicy. - Niedługo zaczyna codzienną sesję terapii, więc zostało ci niewiele czasu.
Joonmyeon spojrzał na postać siedzącą w koncie. Jego oczy były utkwione w kolanach, a ręce zaciskały się kurczowo na siedzeniu, kiedy głowa poruszała się w takt pewnego rytmu. Nic się nie zmieniło przez ten czas; ta sama pozycja, to samo miejsce i ten sam rytm. Zanim Joonmyeon pchnął drzwi, zawahał się na chwilę nerwowo przełykając ślinę. Czy on nadal go pamiętał? Wkraczając do pomieszczenia zapadła cisza, a wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę, kiedy zbliżał się do postaci w kącie.
Każdy krok odbijał się echem w głowie Joonmyeona rozchodząc się nierównomiernie w powietrzu przepełnionym napięciem. Oczy śledzące każdy jego ruch zastygły, a powieki nie mrugały wciąż go obserwując. Jednak Joonmyeon skupił się na postaci mężczyzny, w kierunku którego teraz zmierzał. Raz, dwa, trzy. Już tylko centymetry dzieliły go od niego.
- Hyung? – cichy, drżący głos zaskoczył Joonmyeona. Ten głos należał do niego ale nie spodziewał się takiego wyrazu słabości w obecności najbliższej osobie w jego życiu. – Hyung. To ja, Joonmyeon. Pamiętasz mnie?
Tak jak się spodziewał, zero reakcji. Mimo iż wynik był przewidywalny i dawno oswoił się z tą myślą, to wciąż rozczarowanie przyszło i uderzyło go prosto w twarz wyśmiewając nadzieję ukrytą głęboko w sercu. Mężczyzna tylko bujał się na krześle i wpatrywał w swoje kolana nie zwracając uwagi na Joonmyeona, w którego oczach malował się ból. – Hyung. – nic.
Nie mając wyboru usiadł koło niego sięgając ręką do wewnętrznej kieszeni marynarki. Włożył tam list, który dostał poprzedniego dnia. List rzekomo został napisany przez jego hyunga, gdyby tak było, to czy nie zareagowałby on teraz na jego wołanie? Skoro był w stanie napisać te kilka zdań, prosząc Joonmyeona o odwiedzenie go, to czy nie powinien wyczekiwać go i kiedy się pojawił, przywitać?
Wszystko wydawało się takie proste z pozoru, ale zupełnie różniło się od rzeczywistości.


W ciągu godziny nic się nie zmieniło. Oboje pozostali na swoich miejscach nie wykonując żadnej czynności, patrzyli się tylko na swoje kolana. W międzyczasie telefon Joonmyeona zadzwonił kilka razy, ale ten wyłączył go zaraz i żadne telefony z pracy nie przeszkadzały mu w czasie, który spędzał z bratem. Te ciche chwile spędzone w świetlicy znaczyły dla niego wiele. Z czasem mógł zauważyć ukradkowe spojrzenia rzucane w jego stronę i wiedział, że to był czas na zaproponowanie gry.
Wstał i podszedł do pracownika dyżurującego w świetlicy, o dziwo był to mężczyzna, który przeprowadził go dzisiaj przez korytarz. Tym razem, Joonmyeon mógł przyjrzeć się mu uważniej i zauważył pogodny uśmiech goszczący na jego twarzy i błyszczące oczy, które go przywitały, kiedy poprosił o szachownicę i pionki. Ich integracja odbyła się bez zbędnej wymiany słów, jakby tamten czytał w myślach Joonmyeona i mógł przejrzeć jego intencje.
Wracając do brata, czuł jak ten sam przyjacielski wzrok odprowadza go na sam koniec Sali i pozostaje z nim jeszcze chwilę, póki nie znika. Joonmyeon był bardzo wyczulony na takie spojrzenia i nie widział nic złego w oczach mężczyzny. Było to te same współczujące spojrzenie, z którym spotykał się zawsze, kiedy ludzie dowiadywali się o sytuacji w jakiej znajdował się jego brat.
Rozkładając szachownicę posłał bratu nieśmiały uśmiech. Dobrze wiedział jakimi pionkami on się zawsze posługiwał. Zawsze wybierał białe. Joonmyeon nigdy nie mógł zrozumieć swojego brata, kiedy chodziło o szachy. Zamiast starać się o zachowanie skoczka, czy królowej, ten za każdym razem przykładał większą uwagę do zwykłych pionków. Kiedy Joonmyeon pytał się o powód, on odpowiadał „Gdyby nie pionki, twój goniec zginął by szybciej. To one chronią najważniejsze figury w grze, pełniąc zarazem jedną z najważniejszych ról”.
Szach i mat.
Jak zwykle wygrał grę, a na Joonmyeona przyszedł już czas. Godziny odwiedzin zbliżały się ku końcowi, a na niego czekała jeszcze zaległa praca. Nieważne jak długo chciałby jeszcze tam zostać, musiał już iść. Zaczął składać figury do opakowania i wraz z nimi ułożył w nim szachownicę. Nim jednak zamknął pudełko i oddał je z powrotem pracownikom, żelazny uścisk oplótł jego nadgarstek.
Zaskoczony Joonmyeon spojrzał na brata nie spodziewając się takiej reakcji z jego strony. Początkowo myślał, że to był jego wyraz na przekazanie Joonmyeonowi żeby nie odchodził, jednak po chwili ogarnęło go jeszcze większe zmieszanie.
- Uratuj go. Uratuj go, proszę. Uratuj Do Kyungsoo. Uratuj. Wydostań go stąd. – w jego oczach, Joonmyeon mógł dostrzec szczere błaganie. Wyglądało to tak jakby jego brat powrócił do zdrowych zmysłów, choć na chwilę. – Uratuj. Proszę.
Joonmyeon już miał mu odpowiedzieć ale głos pracownika zawołał go i postać mężczyzny w białym kardiganie pojawiła się obok niego chcąc zaprowadzić do wyjścia. Joonmyeon czuł, że prośba jego brata nie była tylko omamami, które starszy zazwyczaj miewał, ale stracił szansę o dopytanie się go o więcej.
Nie zdążył się z nim nawet pożegnać. Nie wiedział, że to była jego ostatnia wizyta.


Tej samej nocy brat Joonmyeona stał przy zakratowanym oknie i wpatrywał się w księżyc podziwiając jego blask i krągłość. Usłyszał jak ktoś wchodzi do jego pokoju, mimo że drzwi były zamknięte na klucz. Nie odwracając się do przybysza wiedział kim on jest. Wystarczyła sama jego obecność by wiedzieć.
- Panie, powiedziałem mu. Zrobiłem to, o co mnie prosiłeś.
- Wiem.
- Zakończyłem swoją misję. Mogę już odejść?
Nie usłyszał żadnych słów, ale szelest i dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi dał mu odpowiedź.